Nikiszowiec i śląskie familoki

Nikiszowiec i śląskie familoki

Nikiszowiec i Śląskie familoki – ślad robotniczej historii

Nikiszowiec i śląskie familoki należą do przykładów najbardziej charakterystycznej architektury tego przemysłowego regionu. Na przełomie XIX i XX wieku na Górnym Śląsku w sąsiedztwie dużych zakładów przemysłowych (zwłaszcza kopalń i hut) powstawały osiedla domów wielorodzinnych dla robotników. Familoki (tak się te domy nazywały) miały bardzo charakterystyczny wygląd – czerwona, przeważnie nieotynkowana cegła, dwa lub trzy piętra.

Nikisz – atrakcja turystyczna

Budowa tego bardzo ciekawego robotniczego osiedla na Nikiszowcu w Katowicach (popularnie mówiąc na „Nikiszu”) trwała w latach 1908 – 1918. Natomiast jego mieszkańcami mieli być górnicy pracujący w pobliskiej kopalni „Giesche”, a właścicielem koncern górniczo – hutniczy Georg von Giesches Erben.

Po przyłączeniu Nikiszowca do Polski w 1924 roku miejsce to stało się częścią gminy Janów. W 1951 roku włączone do Szopienic (wówczas osobnego miasta), a od 1960 funkcjonuje jako dzielnica Katowic.

Osiedle zostało zaprojektowane przez architektów Emila i Georga Zillmannów. Wielkie wrażenie robi zabytkowa zabudowa, która składa się z wielu trzykondygnacyjnych domów połączonych ze sobą w jedną całość, tworzących wyodrębnione podwórka i ulice. Łącznie około 1000 mieszkań. Architektoniczną ozdobą są liczne łuki i arkady.

W porównaniu z innymi typowymi familokami  na Górnym Śląsku mieszkania w Nikiszowcu były o nieco wyższym standardzie. Miały około 64 metrów kwadratowych powierzchni i składały się przeważnie z kuchni i dwóch pokoi.

Natomiast jako osobne budynki powstały na osiedlu kościół św. Anny, szkoła i szpital. Jest też nieduży park.

W 2011 roku Nikiszowiec uznano jako Pomnik historii.

Życie w familokach

Mieszkania były bez żadnych wygód, czyli na przyład kran z wodą i ubikacja na korytarzu (czasem nawet ubikacja na podwórku). Także na podwórku mała komórka, w której zwykle składowano zapasy węgla na zimę.

Ramy okien były często malowane na czerwono lub zielono, bo białe zbyt szybko się brudziły. W mieszkaniach, które przeważnie miały powierzchnię około 35 metrów kwadratowych żyła zwykle wieloosobowa rodzina (dzieci w rodzinach prawie zawsze było więcej niż 3), czasem nawet kilka pokoleń. Życie codzienne toczyło się w kuchni, natomiast pokój (nierzadko jeden na całe mieszkanie) służył  jako sypialnia i pomieszczenie „od święta”. Warto tu wspomnieć o dawnych śląskich gospodyniach, które mimo tak trudnych warunków zawsze starały się, żeby w domu było czysto.

Przez wiele lat nie odnawiane i nie remontowane familoki z biegiem czasu coraz brzydsze stawały się symbolem biedy. W czasach PRL -u przyjeżdżający z całej Polski na Śląsk robotnicy otrzymywali przeważnie mieszania w nowych blokowiskach.  Socjalne familokowe lokale dostawały się ludziom najuboższym z najniższych warstw społecznych miasta. Nic więc dziwnego, że okolice tych domów nie cieszyły się ani dobrą sławą, ani popularnością.

W ostatnich latach zaczęło się coś w tej sprawie zmieniać. Włodarze niektórych śląskich miast zauważyli potencjał takich miejsc, ich wartość kulturową i historyczną. Wiele familoków zostało już wyremontowanych i odrestaurowanych, a niektóre z nich jak słynne na katowickim Nikiszowcu coraz bardziej stają się prawdziwą turystyczną atrakcją.

Foto: własne

Dodaj komentarz